RSS
 

Notki z tagiem ‘Kłótnie’

Nieszczęścia to chodzą parami! Dzień dobry w nowy rok :)

01 sty

Na sam początek kochani chcemy Wam życzyć samych najlepszych chwil w nowym roku, wokół osób które dają Wam energetycznego kopa do działania, jak najmniej wampirów energetycznych w waszym gronie. Życzymy też zdrowia i miłości bez limitu! Spełniajcie swoje cele i marzenia :* Dziękujemy też za Wasze wsparcie bo to jest na wagę złota.

Półtora miesiąca ciszy na blogu. Uwierzcie mi tyle się działo, że w sumie nie chciało mi się nawet pisać. Końcówka roku była dla Nas wyjątkowo tragiczna. Stary rok zrzucił nam lawinę kłód pod nogi. Nie brakowało też osób, które wyrażają swoje zdanie dokładają do tego garść braku szacunku i znajomości choćby trochę tematu na który się akurat wypowiadają. Ba! Żyją w swoich mongolskich teoriach i za cholerę człowieku nie mam zamiaru Cię słuchać bo jesteś  nikim! Pozdrawiam nie serdecznie takie osoby. Karma wraca. A pamiętajcie jedno – Ciężko jest odwzajemnić szacunek skoro Ty go nie masz do mnie i do Mojej rodziny!

Jak już też wiecie uzdrowili Misia na komisji. Cała procedura w naszym przypadku to była jakaś kpina! Komisja z psychiatrą, który jest mądrzejszy od wszystkich i ma w dupie czytanie dokumentacji bo to śmieci. Pięć chorych minut wystarczyło mu by stwierdzić, że Michasiowi NIC nie jest. Zdrowy jak ryba Psze Pani! „Niech się pediatra wypowie…” Miesiąc później dziadek, który już ledwo chodzi – pediatra (co może wiedzieć pediatra o autyzmie?!) zadał 3pytania – Ile masz lat? Jak masz na imię? Chodzisz do szkoły? Misiek krótko i rzeczowo – 6lat – Michał – Tak. Zważył Michała, zmierzył i osłuchał. Zajrzał do gardła i słyszę – ja nie widzę tej choroby. Nosz kuźwa mać! Na migdałkach nie będzie zielonego neonu z napisem Autyzm! Kolejna komisja, która trwała może 5minut. Wkurzyliśmy się niesamowicie. Jak można być takim ignorantem i generalnie nie będę się wypowiadać dalej bo zbanowali by mi bloga. Za miesiąc nie powiadamiając mnie kuźwa nawet kolejna komisja. Bez Nas. I na koniec listopada – proces orzecznictwa trwał od 30września decyzja, że w ogóle Michasia nie zaliczają do osób niepełnosprawnych z uzasadnieniem, że widać znaczny stan naruszenia zdrowia i organizmu dziecka, ale jest zdrowy (sic!) Tak więc odwołanie i dalej się przepychamy. Czekamy na termin komisji Wojewódzkiej we Wrocławiu.

We wtorek jedziemy na oddział endokrynologiczny (nie wiem po co przecież mam zdrowe dziecko –sarkazm– ) na badania. Mamy nową Panią Profesor endokrylonog, która będzie Misia leczyć. Od razu po badaniach polecę do Urzędu Wojewódzkiego i dowiem się co z Misia komisją.  W przyszłym tygodniu mamy badania u neurologa i wizytę u ulubionej Misia Pani Psycholog w PPP. W lutym od nowa przebadania wzdłuż i wszerz u Gastrologa.W lutym także na ferie zimowe Misio ma pobyt 2tygodniowy na Oddziale Psychiatrycznym. Ale przecież Mojemu dziecku nic nie jest ! Jak to kiedyś powiedziała Pani profesor na komisji Wojewódzkiej – co Pani chce od swojego dziecka? Na siłę Pani kalekę z niego robi! A to nie choroby tylko tak to jest jak się młodzi za robienie dzieci robią! Czyste błędy wychowawcze! Gdyby nie to, że wtedy była z nami na tej komisji Moja mama to być może odsiadywałabym jeszcze karę w więzieniu… Taka ze mnie zła matka!

Przez tą całą sytuację z utratą Misia statusu osoby niepełnosprawnej i zakończeniu wypłacania świadczeń, które przysługiwały mi za to, że siedzę z dzieckiem 24/7 i zajmuje się nim, jeżdżę do lekarzy i na terapie. Kryzys w domu jak się patrzy. Przedmąż wypruwa z siebie flaki i bierze nadgodziny ile się da. Oboje jesteśmy strzępkiem nerwów i o kłótnie między nami nie jest trudno. Choć nie chciałam to poszłam o pomoc do Mops, ale że mamy za ładnie w domu bo dopiero co go przecież wyremontowaliśmy bo dostaliśmy te mieszkanie od miasta no i przedmąż rypie nadgodziny to sorry memory, ale się Wam nie należy. Tzn. przepraszam należy się 90zł i żyj. A jakbym dołączyła do grona osób chorych na chorobę cywilizacyjną – czyt. alkoholizm to może i by było więcej, ale nieeee! Zabraliby mi dziecko. Ot taki absurd! Polsza przecież nie? Do pracy nie mam jak iść bo nie mam z kim zostawić Misia. A to nie interes by dziecko od 6:30 do 17 siedziało w szkole w świetlicy…  A do lekarzy samo nie pojedzie. Ale są tacy ludzie wokół, którzy wiedzą lepiej i sypną Ci tekstem, że jestem darmozjadem, leniem patentowanym i dziecku nic nie jest (kolejne ręce które leczą) i to ja mam problem z głową. Wszyscy jesteśmy nienormalni tylko tacy to są niezdiagnozowani. I bardzo chętnie dam swoje buty i przejdź się w nich a później wyrażaj zdanie na Mój temat. Dobija mnie też to jak się i tacy znajdą, którzy twierdzą, że jak komuś w życiu powinęła się noga to już jest najgorszy z najgorszych. Traktują wtedy takiego jak seryjnego mordercę, który wybił pół miasta. Takie pretensje jakbym conajmniej pół rodziny skarpetką zabiła. Paranoja.

Wiecie co ? Tym którzy nam tak źle życzą i żebyśmy się rozstali i w ogóle Idź Ty Kaśka do diabła (nie pójdę bo jestem dla niego konkurencją) to powiem Wam tyle – mimo wszystko mamy się razem dobrze. Kochamy się, tworzymy rodzinę i to ja za kilkanaście lat przy łóżku będę siedzieć i trzymać za rękę swojego przedmęża i podawać mu szklankę wody czy też odwrotnie… A Was w naszym życiu nie będzie. Nikt z Was nie będzie siedzieć przy tym łóżku i nie będzie trzymać za rękę. Więc z łaski swojej – zajmijcie się swoim życiem :) Skoro razem z Misiem jesteśmy ciężko do zaakceptowania to nikt Was do tego nie zmusza. Mamy osoby w tym Mojego mężczyznę który kocha i także właśnie inne osoby, którzy Nas znają i są za nami jak i my za nimi.

Ten rok niech sobie płynie tak jak ma. Jedyne czego chcę to wygrać dla Misia orzeczenie bo to jest bardzo ważne – oznacza to dla niego dostęp do bezpłatnej terapii tyle ile można, ale zawsze to coś. Będzie miał więcej godzin z psychologiem. A na orzeczeniu pkt 7 i 8 pozwoli na to bym dalej poświęcała mu max swojej uwagi i mogła dopilnować wszystkiego. Tego chcę. I zdrowia dla Nas i Naszej rodziny. Reszta jakoś sama się zacznie prostować. Mamy gdzieś tam małe marzenia. Może się spełnią – kto wie :) W lutym także generalnie duuużo się będzie działo – czeka mnie weekendowe szkolenie kordynatorskie w Łodzi :) Jak już pisałam albo i nie otworzyłam w Wałbrzychu Klub Rodzica Autyzm Help i spotykamy się rodzinnie z rodzicami dzieci z autyzmem, ZA i innymi neurotrudnościami. 28 lutego mamy wielką inaugurację. Gdzieś po drodze Moje urodziny, Misia Bal Dobroczynny na które dalej zbieramy fanty na licytację :) Intensywnie się zapowiada początek tego roku :) Zobaczymy jak to będzie. Prosimy tylko byście trzymali za nas kciuki :) I mam nadzieję, że będę miała więcej siły by znów tu pisać tak jak się należy :)  

Jeszcze raz kochani życzymy samych najlepszości w nowym roku ! 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Autyzm, Pamiętnik

 

Ile można co chwilę dźwigać na plecach bagaży ?

25 paź

Zmiana czasu na zimowy, tak pośpisz sobie godzinę dłużej myślałam… (Indyk myślał o niedzieli a w sobotę łeb mu ścieli). W rzeczywistości po 6rano (motyla noga, jest niedziela!) Misiek wstaje i komunikuje mi odgłosem przypominającym szczekaniem psa, że znów ma krtaniowy kaszel. No ale ja czuje, że też mam jakąś kluchę w gardle – nie no super szpital domowy. 3 dzień męczy mnie ból głowy, który nie odpuszcza tylko pod wpływem już dosłownego ćpania przeciwbólowych zmniejsza swoją intensywność by za jakiś czas znów mnie wyłożyć na łopatki. A tu jeszcze dochodzi jakiś kuźwa kaszel :/ No i Misio, który jak jest chory to głowę mam jak sklep tylko półek brak, czyli w sumie można powiedzieć, że taki magazyn.

Tym razem Misiek pochodził do szkoły 2tyg… W czwartek był już przestrach w oczach bo 5cioro dzieci wyszło ze szkoły z ospą, zaś w piątek kolejna dwójka. Misiek jeszcze ospy nie miał no i w piątek na kontroli badań, które robiliśmy ostatnio od razu poruszyłam tą kwestię bo od czwartku co chwilę oglądam go całego czy nie ma obrazu początku ospy, ale nie ma. Za to jest początek nie wiem którego razu z kolei – Zapalenia krtani. Tak źle i tak nie dobrze.

Wychodzi na to, że Misiek znów spędzi kilka dni zamiast w szkole to w domu a ja razem  z Nim. Musimy lecieć kupić inhalator bo jak ma chorować z taką częstotliwością to musimy mieć własny a nie bawić się w ciągłe wypożyczanie. I co się uda odłożyć kasy to nie na długo… bo zawsze coś. Jak nie urok to sraczka jak to się mówi.

Ja już osobiście tego nie dźwigam :/ Mamy koniec października a Misiek ledwie 4tyg tak licząc spędził w szkole a reszta chory w domu :( No po prostu masakra. Ok wiem – mamy takie czasy, że rodzice boją się o swoją posadę i nie wezmą wolnego kiedy dziecko jest chore… Ale czy to naprawdę dobre wyjście posyłać chore dziecko do szkoły ? Nie liczą się chyba z tym wtedy, że nie dość, że ich własne dziecko się męczy to jeszcze za chwilę kilka innych rodziców będzie miało kolejny wydatek na leki bo dziecko spędzając z drugim chorym pół dnia nie ma bata, że nie załapię oceanu wirusów od tego kaszlącego… Karierowicze… Ja Was proszę. Też pracowałam wcale nie lekko i kiedy dziecko mi zachorowało to chciała być z Nim. Pracodawca rzucał na mnie czar focha zabójcy, ale jak tylko Misiek wyzdrowiał to ja wracałam i dalej harowałam. Tymbardziej, że wychowywałam do 4roku życia go sama. Dopiero od 2lat jestem w stałym związku i mam pomoc od partnera.

A że przed nami tydzień nocnych zmian Mojego przedmęża to generalnie znów sama z sobą przez ten tydzień będe walczyć z choróbskiem. Brak sił, ale trzeba funkcjonować. Bo przecież my mamy nie bierzemy wolnego. Pracujemy 24/7 365dni w roku. I Wam życzę dużo zdrowia i cierpliwości. Bo ja to żałuje, że nie tracę tak szybko kg jak sił i cierpliwości.

Mimo wszystko w tygodniu będę musiała do szkoły pojechać bo to opłacić wycieczki itp i porozmawiać z Panią co to się dzieję, że Michaś dwa razy z rzędu odbierany płaczę jak opętany bo któryś z wspomnianych kiedyś w postach dwóch gagatków uderzył go i zrobił mu krzywdę. Mówię Wam mam łeb jak sklep a dokładając jeszcze milion pytań znajomych JAK TAM REMONT? Nie dobijajcie mnie proszę. Skoro widzicie, że jeszcze jestem na starych śmieciach to chyba wiadomo, że jeszcze tam nie mieszkamy. Od tego wszystkiego jeszcze kłótnia za kłótnią z partnerem i ciągła nerwówka dosłownie 24/7 chodzę naminowana. Jestem jak bomba tykająca… tylko czekać kiedy wybuchnę. I najlepsze jest to, że mam tego świadomość…

735a68f562e68696c62af0b23b50d8ce

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Autyzm, Pamiętnik

 

Powrót do Świata żywych :D

30 cze

Jeżu drogi! Tyle Nas tu nie było. A to miesiąc byliśmy bez neta a jak już net się pojawił to 3dni później padł Mój laptop i 4tygodnie był w serwisie. Operowałam tylko mobilnie, próbowałam zamieścić nie jednego posta przez telefon, ale ciągle był jakiś błąd i odpuściłam. Także BARDZO WAS PRZEPRASZAMY!  :oops:

Co się u nas i z nami działo ? O masakra! Misio był w szpitalu na zapalenie płuc. Na szczęście udało się go wyleczyć i narazie jest w miarę ok. Tarczyca mu strasznie świruje tak jak i mi. Oboje mamy już stwierdzone Hashimoto a ten japoniec to potrafi nieźle zrobić z naszym organizmem i to wcale  nie dobrze! :P Cały czas też walczymy z mieszkaniem. I niestety wisi nad Nami od tygodni kryzys mimo to dajemy radę – w tym wypadku miłość górą (jakie to filmowe, nie ?)

Szczerze Wam powiem, że gdybyśmy wiedzieli, że tyle będzie nas to kosztować i nie chodzi tu tylko tym razem o pieniądze to pewnie inaczej by się to potoczyło. Od kilku tygodni latam dosłownie a to między urzędem, gazownią, Tauronem i sklepami z materiałami budowlanymi… To jest normalnie tragedia momentami. Urzędnicy rzadko kiedy okazują się ludzkimi pracownikami, którzy nie są dosłownymi tyranami i pomogą Ci w każdy możliwy sposób. Nie – teraz to raczej prawie w ogóle nie funkcjonuje. Teraz jeśli nie ma się znajomości i wypchanych kopert to generalnie nie ma nawet o czym rozmawiać. Chciałabym niesamowicie, żeby remont był za Nami już i moglibyśmy mieszkać na swoim. Mieszkanie z Moimi rodzicami to mała katorga. Każdy sobie wchodzi na głowę – każdy coś by zrobił inaczej niż robię to ja. Każdy przynosi pracę do domu mimo, że wielokrotnie jak jeszcze do niedawna ja pracowałam to słyszałam – Nigdy nie przynoś pracy do domu i domu do pracy! No i gdzie to obowiązuje ja się grzecznie pytam ?!  Zbyt dużo codziennych spinek, kłótni o pierdoły z których rozwiązuje się conajmniej momentami III Wojna Światowa. I człowiek tak naprawdę mimo, że się kocha to rani się by i tak za chwilę leżeć przytuleni. Te każde niespodzianki to Nas tak wytrącają z równowagi jeśli chodzi o te nasze mieszkanie… bo to wyjdzie, że elektryka nie taka i 2tys złotych w plecy, a to ściana się gibie jak człowiek po dobrej nakrapianej imprezie trzeba ją rozebrać i postawić od nowa… I tak ciągle coś – ok ja wiem to jest remont, ale jesteśmy już tak zepsuci emocjonalnie tym remontem, że to się w palę nie mieści! Pocieszamy się – robimy to dla siebie. Ok! Ale kuźwa ile to jeszcze będzie trwać?! A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze… Kombinuj dziewczyno! I chłopaku też.

Wczoraj na przykład byłam na pierwszym zebraniu w szkole Misia. O przepraszam – zerówce! Placówka Integracyjna. Wielka Szkoła i około tysiąca dzieciaków z całego miasta w jednym budynku! Generalnie byłam nastawiona dość przychylnie no bo jedna z najlepszych szkół. I wiedzą jak się dosłownie obchodzić nie tylko z Autystami. Zaczyna się zebranie. Sporo rodziców. Pani vice dyrektor i Pani przyszła wychowawczyni. Pani vice dyrektor na sam początek nawija jak katarynka. Rodzice sporządzają sobie notatki. Dochodzi kwestia zadawania pytań przez rodziców. Najpierw tam jakieś pierdoły, które tak naprawdę nie były dla mnie w ogóle istotne bo znam swoje dziecko więc wiem co ewentualnie się może tyczyć. I nagle pada pytanie – Jak jest z toaletą dla dzieci? Wtedy pada odpowiedź – Dziecko wychodzi samo z sali i idzie przez długi korytarz do toalety samo! WTF?! Zaczęło się oburzenie rodziców i ta matka dalej mówi, że zna swoje dziecko i wie, że jest ciekawskie a co będzie jak wyjdzie ze szkoły samo bo toaleta jest tuż przy wyjściu ? To co usłyszeliśmy? Takie sytuacje to tylko w filmach… Brak pytań, ręce opadają. Za moment kolejny tekst – wiemy, że Wy rodzice jesteśmy zbyt wygodni i buty najlepiej dla dzieci na rzepy lub wkładane… ale nie! Mają mieć wiązane! tak długo będą chodzić aż się nauczą! No to powodzenia bo Moje dziecko autystyczne jak mu się but rozwiąże to nie zrobi ani kroku dalej i będzie stał jak kołek. Ja bedę dziecko na pewno narażać na dodatkowy stres… no już na bank. Pani wychowawczyni siedziała cicho jak mysz pod miotłą. W końcu ktoś powiedział, żeby coś o sobie powiedziała to usłyszeliśmy tylko tyle, że ma kilkuletnie doświadczenie z dziećmi w wieku naszych i tyle co ma nam do powiedzenia. Zapytałam na wyjściu już jak to będzie z dzieckiem takim jak Michaś czyli autysta i asperger w jednym to Pani się na mnie patrzy i co to jest Asperger ? Szkoła integracyjna… nie mam pytań. Poleciłam tylko poczytać o tym do września i wyszłam. Jestem całkowicie rozbita po wczorajszej wizycie na tej wywiadówce… Jakoś mało mnie przekonało to co usłyszałam, że Moje dziecko będzie bezpieczne. To już Nawet Mój Tomek nie jest tego pewny. Nie wiem może trochę zbyt się przejęłam, ale intuicja nie chce mi dać do myślenia inaczej. Tak samo jak kupowanie ćwiczeń do rysowania szlaczków, wyklejania czy tam nauki pisania literek i cyfr za conajmniej 150zł… Trochę bez sensu. Już słyszałam od znajomych, że ich dzieci ani razu nie zajrzały w zerówce i nic nie pisały czy rysowały. Na koniec roku te ćwiczenia były jak nowe bo nic nie wypełnione… ALE JEST OBOWIĄZKOWE… Paranoja i tyle. A Wy jak myślicie ? 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Autyzm, Pamiętnik

 

Le­piej bez ce­lu iść nap­rzód niż bez ce­lu stać w miej­scu, a z pew­nością o niebo le­piej, niż bez ce­lu się cofać.

21 kwi

Ostatnie dni to typowa nerwówka… przynajmniej dla mnie. Dzisiaj to już było apogeum i z tego wszystkiego musiałam wyjść z domu z Misiem. Żeby ochłonąć i nie działać dalej pod wpływem emocji… bo jak wiadomo to nie jest dobry doradca.

Dziś byliśmy z Misiem u naszej Pani psycholog, która znalazła prawie godzinę też dla mnie żeby się wygadać. Wyrzuciłam z siebie wszystko (tego mi trzeba było), wysłuchała mnie i doradziła jak kobieta kobiecie. Taka rozmowa z kimś kto nie jest z najbliższego otoczenia nieraz działa lepiej kojąco niż z najlepszym przyjacielem. Nie wiem dlaczego tak jest, ale czasami jest to potrzebne. Gdzieś tam po wizycie u niej z przyklejonym uśmiechem na twarzy załatwialiśmy resztę spraw z Misiem. Konflikty z bliską osobą zawsze działają na mnie jak gwóźdź do trumny no i nic tego już chyba nie zmieni. Dowiedziałam się, że na finishu konkuruje ze mną jeszcze jedna tylko osoba o mieszkanie a ostateczne wyniki już w piątek także muszę to jakoś wytrzymać. Wszystkiego jak zwykle się nazbierało i nie ogarniam tak jak trzeba. Misiek ledwo się wykurował i znów kaszel i katar i wymiękam na starcie… mam nadzieję, że nie będzie znów antybiotyków :/ Ale wygląda na to, że ciężko mu walczyć z choróbskiem więc rozkłada się na amen. A ja naprawdę mam już dość… Tu przed Nami kluczowa wizyta we Wrocławiu u Gastrolog a jak Misiek się rozłoży to nici z tego i Bóg wie kiedy termin. Więc standardowo jak się wali to się wali bo przecież po co ma być długo ok?

Mieszkanie z rodzicami to też mnie wykańcza a jesteśmy tu od czwartku. Dziadek zakała rodziny robi to co lubi najbardziej czyli gnoi człowieka… a że ja sobie nie dam to armagedon codziennie. Cztery pokolenia pod jednym dachem to stanowczo za dużo. Nie będę słodzić, że tak cudownie bo tak nie jest. Każdy sobie teraz wchodzi na łeb, pomruki bo jeden chce to zrobić a drugi tamto no i człowiek chcę dobrze a wychodzi jak zawsze no bo jak inaczej. I jak to Moje kochanie mówi – Przynajmniej próbuj się nie wkurzać. A tu ucho! Nie umiem! Chciałabym naprawdę uszczęśliwić cały świat a tu się kuźwa nie da! No dobra z tym światem to przesadziłam bo kilka porcji arszeniku to by się przydało na wczoraj :D

Wiecie czego jeszcze nie trawię ? Dwulicowych ludzi, fałszu i wrzucania wszystkich do jednego worka. Oklepane? No to sorry. Ale działa to na mnie jak płachta na byka… Kiedy kilka dni wcześniej ktoś Nam doradza i w ogóle „służy pomocą” a jak już dochodzi do czegoś to przypnie łatkę przewinień kogoś. Bo skoro X tak zrobił no to pewnie Y zrobi tak samo i cała reszta też! Bo wszyscy są cholera tacy sami! Generalnie dziękuję, że ja na pewno jestem jak ta osoba X mimo, że tak naprawdę nic o mnie nie wiesz… Swoje też przeszłam i to ja oddałam ostatni grosz osobie, która jak wtedy sądziłam, że kocham a właśnie ten ciul dorobił mi takie poroże, że spokojnie chmury naganiać mogłam. NIGDY nie zrobiłabym takiego świństwa osobie, którą kocham, szanuje i chcę spędzić z nią resztę swojego ostro popieprzonego życia. I nie mówcie mi tu nigdy nie mów nigdy. Bo ten kto mnie zna choć trochę bardziej to wie jaką jestem cholerną monogamistką i jeśli mam już mężczyznę to inni faceci po prostu sobie istnieją, ale mnie nie interesują. W życiu nie zrobiłabym tej osobie krzywdy kłamiąc jej w oczy jakie to życie jest piękne i „Bozie, Bozie koffffanie jak ja Cię lovciam” czy jak to tam się teraz mówi :) Chyba się starzeję bo nie nadarzam nad tą młodzieżą :P Mimo wszystko jakoś potrafimy ze sobą rozmawiać i w miarę możliwości szybko rozwiązywać takie konflikty. Co nie zmienia faktu, że szlag mnie trafia jak ktoś ledwo mnie znając osądza o tak po prostu sobie. Ja po tym wszystkim też powinnam mówić, że każdemu facetowi powinno się to co macie w spodniach zawiązywać na supeł i generalnie to nadajecie się chłopaki na pomyje bo kiedyś taki jeden namiastek faceta życie zrąbał… Bardzo to takie obiektywne jest naprawdę. Po co tak sobie wszystko komplikować ? No po co ?

Na tą chwilę czas już kończyć pisanie :) Misiek coraz bardziej kaszle…. tydzień wolnego od choroby to matko stanowczo za dużo! Jeszcze by mi się w tyłku poprzewracało! Really ? Noc obserwacyjna się zapowiada, duży mężczyzna w pracy a mały nie walczy z choróbskiem :(  

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Autyzm, Pamiętnik